...
Z tęsknoty za morzem, ciepłem i słońcem... Ja chcę nad morze!


Komentuj (1) | data: 21.02.2010 :: 00:21 | autor: agaszkolandia

Agaszek narciarz!
To była dobra przygoda! :) Pierwszy raz w życiu byłam na nartach! I powiem szczerze, że bardzo, bardzo mi się spodobało! A brat był w szoku jak zobaczył mnie jak pierwszy raz stanęłam na nartach i zjeżdżając drugi raz ze stoku ani raz się nie wywróciłam i normalnie zawracałam! Ma się ten talent :P Swoją drogą bardzo Ci dziękuję braciszku za umożliwienie tego wszystkiego :)
I tak też w 4 (ja, siostra, szwagier i brat) wybraliśmy się do Gogołowa na narty:

Z siostrą przygotowując się


Taki mały Agaszek narciarz ;)


Moje i brata


Zaznaczę tylko, że zdjęcia robił brat swoimi śmiesznymi aparacikami lomo ;)

Iż, gdyż bardzo się wszystkim spodobało rodzinne jeżdżenie na nartach, postanowiliśmy wykorzystać pobyt Tomka i Doroty w Rzeszowie i wybraliśmy się na narty jeszcze raz. Tym razem w 5 zabierając Dorotę i Kaczuszkę (którego był to debiut na nartach) i niestety zostawiając szwagra w Rzeszowie na uczelni. Tak wylądowaliśmy w Puławach :)

Na wyciągu z Kaczuszką standardowo wywalającą swój jęzor ;)


Ulubione, zrobione przypadkowo - Guciosława :)


Z Kaczuszką na szczycie stoku. Swoją drogą były tam piękne widoki, szczególnie jak świeciło słonko :)


:P
darmowy hosting obrazków

I trzy kobitki :)


To by było na tyle. Nie wiem czy jeszcze w tym sezonie pojeździmy... Ale i tak było warto! :)
Komentuj (2) | data: 19.02.2010 :: 12:16 | autor: agaszkolandia

pwd. Agnieszka Szymczyk, czyli Wigilijka 2009/2010 :D
Jak to Szyszka mówi jedna z najfajniejszych, najcieplejszych i najbardziej rodzinnych imprez setkowych w ciągu całego roku! :) W tym roku w Połomii w bardzo, ale to bardzo dużym składzie setkowym i gościnnym :) Oby w przyszłym roku było nas więcej i było jeszcze lepiej! A teraz mała fotorelacja :)

Któryś z naszych fantastycznych posiłków :)


"Setkowe Aparatki" :P


Jak dziecko :P Czyli zjazdy na pokrywce od farby i lepienie bałwana :D


Najlepsza Kadra Starsza :D


W nocy był u nas Św. Mikołaj! Zdjęcie zostało skomentowane "szmateks" - trochę tak wygląda, prawda?


Impuls. Nowa ulubiona gra :)


I można by rzec: "nareszcie" Agaszka i Szyszka zdobywają pierwszy stopień instruktorski! pwd. Agnieszka Szymczyk i pwd. Anna Długosz! Czy widzicie ten strach w oczach Szyszki? ;) Parę ulubionych zdjęć ze zobowiązania.








I to najulubieńsze - rodzinne :)


Ale Was zaskoczyłam, prawda? Dwa wpisy w jeden dzień :P
Komentuj (3) | data: 30.01.2010 :: 23:04 | autor: agaszkolandia

Roczek :)
Z okazji tego, że dokładnie o północy z 31.12.2009 na 01.01.2010 minął rok odkąd my z Kaczuszką... razem... ;) wybraliśmy się zaraz po imprezie w Dynowie do Krynicy Zdroju troszkę poświętować :) Udało się dzięki mojej niezastąpionej Mamie, która w ostatniej chwili znalazła nam miejscówkę. Na dodatek w samym centrum. Świętowanie minęło na spacerach, ciepłych napojach w miłych kawiarenkach, piciu leczniczej wody (ktoś może chce spróbować? mam jeszcze w domu :P) i łyżwach! Na które ostatnio mamy mega zajawkę, a w Krynicy mają świetne lodowisko :) No i zapomniałabym! W Zakopanym mi się nie udało, ale teraz nadrobiłam. Oscypek na gorąco z żurawiną! Pycha! No a zdjęcia... Cóż... Każdemu może się zdarzyć, prawda? Nie naładować baterii?... I nie wziąć ładowarki? ;) Dlatego też zdjęcie jest jedno, zrobione komórką ;)
A oto i ono:


Kaczuszko! Jeszcze wielu takich lat :*
Komentuj (3) | data: 30.01.2010 :: 22:38 | autor: agaszkolandia

Złota Rybka w kuli
Kolejne marzenie spełnione :) Zawsze chciałam mieć złotą rybkę w kuli. I dostałam. Dokładnie 11.12.2009r. w domu czekała na mnie Rybka i jej kula :) Na początku miała taką malutką, potem doszedł filtr i roślinka, a Aniołek pod choinkę przyniósł jej kulę... taką mega olbrzymią! Teraz rybka się gubi ;) Chciałam zrobić jej ładne zdjęcia, ale jak tylko podchodzę do kuli z aparatem to ona się chowa za roślinki... Mądra jest. Udało mi się zrobić tylko takie.

Rybka i jej kula


I Rybka w zbliżeniu


Kolejne zwierzątko w domu :)
Dziękuję Kaczuszko :*
Komentuj (4) | data: 27.12.2009 :: 11:08 | autor: agaszkolandia

Zakopane
Wpis specjalnie dla moich Ań! :) Które twierdzą, że trochę tu wieje starością, i że niby jakaś posucha nastała ;)

Zdjęcia trochę przeterminowane, bo było to jakiś miesiąc temu... Wrzucam je już właśnie od tego miesiąca ;) Jest ich malutko, a to ze względu na to, że jak spróbowaliśmy moim wspaniałym sprzętem zrobić ładne zdjęcie zachmurzonych Taterków to nie bardzo nam wychodziły... Chyba trzeba pomyśleć nad zmianą sprzętu...
A oto co nam wyszło:

Taki widok ukazał się nam po tym jak wysiedliśmy z kolejki, która zawiozła nas na Gubałówkę. Muszę powiedzieć, że robi wrażenie... Co prawda niebo było trochę zachmurzone, ale i tak było pięknie! Trzeba przyznać, że to nie to samo co Bieszczady (choć tam uwielbiać jeździć! :)) i bardzo chciałabym tam wrócić jak będzie cieplej i tym razem pochodzić po górach.


A to taka Agaszka na tle gór


I moja Kaczuszka też :*


Chcieliśmy mieć zdjęcie razem, więc trzeba było poprosić jakiegoś turystę. Wyszło tak:


Trochę owieczek i baranków, które pasły się na Gubałówce i Agaszka oczywiście musiała podejść i je zobaczyć ;)


I widok na góry i Zakopane z kolejki tym razem krzesełkowej, która zwiozła nas z Gubałówki. Potem trzeba było drzeć z buta spowrotem do Zakopanego ;)


A skąd to Zakopane? Obiecałam kiedyś Piotrkowi, że gdzieś go zabiorę... Ciotka mówiła, że ma fajną miejscówkę (i tu miała rację - dobra cena i świetne warunki) w Zakopanem, a że ja góry bardzo lubię, a w Zakopanym byłam raz jak byłam mała to postanowiliśmy się tam wybrać :) Po drodze do domu byliśmy jeszcze powygrzewać się na basenach termalnych w Bukowinie Tatrzańskiej :) Wyjazd bardzo pozytywny, dawno tak nie odpoczęłam jak tam. No i trochę magiczny, prawda Kaczuszko? :*
Komentuj (5) | data: 08.12.2009 :: 22:59 | autor: agaszkolandia

Wesele nr 3
Najważniejsze...bo siostry :) Muszę przyznać, że wszystko się udało jak trzeba :) Mama się TROSZKĘ denerwowała, ale nie było żadnej wpadki ;) Myślę, że na weselu brata będzie bardziej wyluzowana :) W sumie nawet ma być w tym samym miejscu, z tą samą naprawdę wspaniałą obsługą, więc nie ma się już o co martwić.
Jedyne co troszkę pokrzyżowało plany to lekki deszcz z rana, prze który straciliśmy z bratem połowę kwiatków z samochodu (który sama pięknie ubrałam ;)) jak jechaliśmy po Pana Młodego. Ale przed samym wyjście Młodych z domu wyszło słonko i towarzyszyło już nam później cały czas :)
Jadąc do nas Mirek udawał chojraka, ale w kościele mało się patrzył na moją siostrę :P Ale trzeba mu to wybaczyć :) Kościół, kazanie (trochę przydługawe), brama chłopaków z B4 (bardzo dziękuję:)) i wylądowaliśmy na sali, gdzie zabawa trwała do rana! :)
Muszę przyznać, że jednak trochę męczące jest gospodarzenie, kiedy trzeba czekać aż wszyscy goście pójdą, posprzątać i jeszcze odwieść Młodych do ich gniazdka...
Wesele, żeby nie było, dwudniowe było. Choć na poprawiny przyszło mało osób to i tak było zabawnie jak Mirek na końcu strzelał do wszystkich z bananów i rozdawał kobietom brzoskwinie, które były granatami :D A na następny dzień musiał wstać na sesje ;) Śmieszny widok :D
A teraz parę moich ulubionych zdjęć. Moich nie będzie. Jedno z drugim świadkiem - Łukaszem, ale reszta PM, bo to ich dzień był :)

Na tym zdjęciu proszę zwrócić uwagę na bukiet trzymany przeze mnie, gdyż został w całości stworzony przeze mnie :)


W domku


Przed kościółkiem


No to musiałam dodać! Dumny TATA! :)


I ten najważniejszy moment...


Zbierając grosiki ;)


Takie łąki można znaleźć u mnie na wsi :D




I parę ulubionych z pleneru :)










:P


A to na do widzenia :)


I oczywiście dużo szczęścia, miłości, samych wspaniałych chwil siostrzyczce i nowemu szwagrowi!!! :)

Komentuj (4) | data: 27.10.2009 :: 14:05 | autor: agaszkolandia

Wiedeń :)
Czas na oczekiwaną relację z wycieczki do Wiednia :)
Wiecie, że w Austrii nie ma gazu? W sensie takiego LPG do samochodu? ;) Jak przyjechaliśmy do Bratysławy to mieliśmy końcówkę gazu i stwierdziliśmy, że zatankujemy jak będziemy jechać do Wiednia. Co się okazało po drodze do Wiednia stacje były, ale nie z gazem! Dopiero na następny dzień wyczytaliśmy, że gaz w Austrii jest raz na 105km! I to nie w okolicach Wiednia... Ale Kaczuszkowy ford z gazem na trasach okazał się bardzo oszczędny i w sumie wyszło na to, że zatankowaliśmy paliwko dopiero w drodze z Wiednia. No ale teraz o tym co udało nam się zobaczyć w austriackiej stolicy. Ano (jak to mówią Słowacy z akcentem na "a") udało nam się zobaczyć dosyć sporo. Po przejechaniu połowy centrum miasta udało nam się postawić gdzieś samochód, bo nie wiem czy wiecie, ale z miejscami parkingowymi w Wiedniu jest kiepsko... Na początek udaliśmy się do Stadtparku gdzie pooglądaliśmy kaczuszki ;) i zrobiliśmy sobie zdjęcie z pomnikiem Johanna Straussa.




Po spacerku po parku udaliśmy się na rynek obejrzeć z zewnątrz i od środka Katedrę Św. Stefana, której miniaturkę kupiłam sobie do mojej kolekcji sławnych budynków świata :)


Kolejnym naszym przystankiem był Hoffburg, w którym trafiliśmy na jeden z dwóch koncertów, które udało nam się wysłuchać (choć po kawałku) w ciągu naszej wycieczki.




Odpoczywamy słuchając pięknej muzyczki ;)


To jest pomnik, który Kasik mi parę razy mówiła co przedstawia, ale dalej nie wiem :P W każdym razie podobno jakiś słynny ;)


Piękny widok ukazał się nam po wyjściu z Hoffburgu, gdzie widać Nowy Zamek, ogromne Muzea Historii i Natury, Parlament i Ratusz, gzie wybraliśmy się po małej przerwie na drugie śniadanie :) Zanim tam doszliśmy trafiliśmy jeszcze na śliczne ogrody, w których była huśtawka i bardzo dziwna zabawka, po której czuło się jak conajmniej po jakimś Rollecoasterze :D
Małe dzieci w parku


W sumie nie wiedzieliśmy jak się tego używa, ale nieważne jak to robiliśmy to było straszne!


Z księżniczką Sisi :D


I po zabawach w parku:
-ratusz




-parlament z kolejnym przystankiem na odpoczynek


Drugi przypadkowy koncert na placu koło muzeum, którego można było posłuchać leżąc sobie na takim śmiesznym.... czymś ;)


No i zapomniałabym o słoniowej serii :P


Kolejna rzecz to mały niewypał, czyli wydane po 4,5 euro na muzeum tortur... Fajnie brzmi,nie? Ale fajne nie było.... Prawie 40zł na 5 minut zwiedzania... Więc zdjęć nie będzie!

Za to po zwiedzeniu jakże wspaniałego muzeum znaleźliśmy rewelacyjną ściankę wspinaczkową na budynku muzeum jakiś rybek dla dzieci ;) Ścianka ma wysokość jakiś 8 pięter czego nie widać na zdjęciu, ma świetne trasy i można się po niej wspiąć aż na balkon, który jest na szczycie budynku. Rewelacja! I szkoda, że u nas takiej nie ma.




W drodze do samochodu, którym mieliśmy pojechać do Schonbrunnu zobaczyliśmy śliczną fontannę, którą oczywiście musieliśmy obfotografować :)


Oczywiście nie obyło się bez małej zamoty na mieście, gdyż wiedeńskie ulice są jeszcze bardziej poplątane nić bratysławskie ;) Po znalezieniu miejsca parkingowego weszliśmy od tyłu do ogrodów Schonbrunnu, gdzie mieszkała księżniczka Sisi :) Tak ta z bajki ;)
Widom zapiera dech w piersiach :) Naprawdę pięknie!
To jest widok z Glorietty, która jest na samym szczycie ogrodów.


Potem z górki...


żeby zobaczyć pałac od frontu :)


Na koniec dnia Prater, czyli ogromne wesołe miasteczko :) Mieliśmy pójść na Diabelski Młyn pooglądać widoczki...


ale zrezygnowaliśmy na rzecz tego różowo-żółtego :D


To taki mały rollecoaster, który jest trochę oryginalny, bo nie jedzie się w wagonikach tylko w takim dziwnym czymś podwieszanym pod torem i jedzie się uwaga... na lężąco! :) Przyznaję... troszkę piszczałam :P




I na koniec przydługiej relacji widok z Bratysławskiego Zamku na ausrtiackie wiatraki, które mijaliśmy jadać do Wiednia :)


A i jeszcze ostatni dzień naszej wycieczki, czyli niedziela. Niestety bez zdjęć, ale.. byliśmy na Slavinie (zdjęcia w poprzednim wpisie) a potem jechaliśmy do domu, ale tym razem po stronie Słowacji. W Popradzie obadaliśmy starą miejscówkę poldka ;) zrobiliśmy przystanek na zakupy w Lidlu ;) (mega pyszne i mega kwaśne żelki!, działają jak chce się spać za kierownicą ;) pytać Kaczuszkę ;)) obeszliśmy starówkę, na której było pusto, wszystko było zamknięte i nie udało mi się kupić langosa... na którego miałam taką ochotę:( Ostatnia przygoda to spontaniczny wyjazd do Słowackiego Raju! Mieliśmy tylko dwie godzinki, ale udało się nam pokonać parę przeszkód i przekonać, że ciemno robi się wcześniej niż o 19...A i jeszcze przygoda z butelką i spriskiwaczami, ale to wstyd na forum tak ;P
I wtedy nadszedł już czas na długi powrót do domu... Szkoda, że minęło tak szybko, ale... w przyszłym semestrze na Erasmusa do Wiednia jedzie Basia! :D

Miłego czytania i oglądania :)
Komentuj (2) | data: 10.10.2009 :: 20:15 | autor: agaszkolandia

A jednak się udało :)
Gdzieś w okolicach 20 urodzin postanowiłam sobie, że co roku odwiedzę jakiś nowy kraj. Może niekoniecznie jego stolicę,ale choć jakiś jego kawałek :)

Moja przygoda zaczęła się od Bułgarii, gdzie razem z Basią spędziłyśmy przyjemny tydzień nad morzem Czarnym w miejscowości Złote Piaski.


Rok później z Szyszką wybrałyśmy się w odwiedziny do Albrzyka do stolicy Wielkiej Brytanii :)


A w tym roku, choć wydawało mi się już, że się nie uda to jednak! Udało się i to podwójnie, bo razem z Kaczuszką odwiedziliśmy stolicę Słowacji oraz Austrii :) Pojechaliśmy w odwiedziny do Kasika i Bartka, którzy w Bratysławie są na Erasmusie i do tego razem z nimi wybraliśmy się na wycieczkę do Wiednia :)
Nasza przygoda zaczęła się w piątek w nocy, kiedy to wyruszyliśmy w długą podróż do Bratysławy. Po stronie Polski było dosyć ciężko, ale jak już wpadliśmy na słowacką autostradę to bardzo szybko dotarliśmy na miejsce. Gdyby u nas w Polsce tak wyglądały autostrady... W Bratysławie, która jest całkiem ładna poszliśmy na spacer nad Dunaj (dokładnie to tylko ja, Kasik i Bartek, bo Kaczuszka ucinał sobie drzemkę po podróży) gdzie zbieraliśmy małże? w Dunaju... ;), odwiedziliśmy Bratysławski Zamek, starówkę i po wdrapaniu się na olbrzymią górę oglądaliśmy panoramę miasta nocą. Dzięki krótkiej przejażdżce samochodem po Bratysławie wiem, że nie mogę mieszkać w większym mieście, bo po prostu nie umiem się po takowym poruszać... Milion pasów, zjazdów, ślimaków itp... Choć to było nic w porównaniu do Wiednia ;)
I kilka fotek z Bratysławy

Najpierw ze spaceru nad Dunajem :) Z Kasikiem


Takie małżowe muszelki można było znaleść ;)


We trójkę po przeprawieniu się przez wyspę i dojściu do trochę większej części Dunaju


I Agaszka nad Dunajem


Teraz czas na zwiedzanie Bratislavskiego Hradu




Widok na starówkę


Jedliście kiedyś pieczone kasztany? ;)


Pałac Prezydencki


Fontanna, która wtedy niestety nie działała, ale w niedzielę jak wracaliśmy jadąc deptakiem :P widzieliśmy ją działającą :)


I widok na Zamek nocą z pomnika na wzgórzu


A ponieważ ten właśnie widok i miejsce bardzo nam się podobało to postanowiliśmy wrócić tu za dnia, co zrobiliśmy w niedziele w drodze powrotnej do domu. Pomnik jak właśnie przeczytałam jest pomnikiem i cmentarzem Armii Radzieckiej, gdzie zostało pochowanych prawie 7000 żołnierzy Armii Radzieckiej.


I z widokiem na zamek


A żeby zdjęć nie było za dużo i żeby się nie znudziły, z Wiednia i dalszych przygód Agaszki i Kaczuszki będą jutro ;)
Komentuj (7) | data: 05.10.2009 :: 14:00 | autor: agaszkolandia

Wesele nr 4
Nazwane weselem nr 4, bo takim miało być ;) Nr 2 ominęliśmy na rzecz poprzedniego wpisu, a z numeru 3 czekam jeszcze dzielnie na zdjęcia.
Wesele nr 4 to Aga i Wojtek, czyli zabawa z B4 Team :D Wyszliśmy ostatni, to chyba wystarczy ;) Mega dużo śmiechu, ratowanie Leonarda z kawy, dużo tańca i jeszcze raz dużo śmiechu :D
A teraz parę zdjęć :)

Para Młoda musi być, choć ujęcia jakoś specjalnie bardzo ładnego nie mam.


Swój stolik trzeba było oznaczyć, żeby było jasne kto tu siedzi! :P


Z Kaczuszką mą :*


B4 Team z Panną Młodą (Pan Młody gdzieś uciekł, nie wiem czy się nam po prostu nie przestraszył ;)) w dwóch odsłonach:

Tak normalnie, jak na co dzień


I tak wyjątkowo poważnie :P


Tak wyglądały kobiety z B4 :D (powiedzmy, że z B4, bo w sumie to tylko 1 :P)


Na koniec jeszcze raz :*


Dużo szczęścia Młodej Parze! :)
Komentuj (4) | data: 27.09.2009 :: 11:25 | autor: agaszkolandia




Szablony wykonał: Htsz, pobrano z: Szablony.Blogowicz, powered by Blog, pomoce blogowe