Zaślubiny Brata :)
Co prawda trochę to trwało,ale proszę - oto one - zdjęcia z wesela mojego Braciszka :) Można podziwiać ;P
Pani Młoda u fryzjera ;)
Pan Młody w całej okazałości! (jedno z moich najulubieńszych zdjęć)
W podobnej scenerii Siostra z mężem i małym Mateuszkiem (jeszcze w brzuszku ;))
W domu u Pani Młodej
To jest natomiast zdjęcie dokładnie odzwierciedlające mojego kochanego Brata ;)
Państwo Młodzi w swojej furze :D
W kościele
Mega mina! I wielka łyżka od orkiestry (chyba :P)
I w trakcie zabawy
Koledzy The Beatles :D
A to jest... wielka bitwa o bukiet!!!
Na koniec takie... romantyczne ;)
Tak jakoś czarno-biało mi się zrobiło, ale właśnie te mi się najbardziej podobają :) Teraz czekamy na plener, ale to wiosną ;)
A kolejny wpis na blogu.........
Komentuj (5) | data: 30.12.2010 :: 11:31 | autor: agaszkolandia
Ciocia :)
Powracam z najbardziej aktualną informacją :) Wczoraj, tj. 23.11.2010 r. po raz pierwszy zostałam ciocią (taką prawdziwą) :D O godzinie 11.55 na świecie pojawił się Mateusz :) 3,88kg, 55cm i dużo włosków koloru Mamusi i Cioci ;) Tu wklejam tylko to, bo nie wiem czy siostra i szwagier więcej by chcieli, więc musicie zadowolić się tylko... ciocią :)
A już po weekendzie (jak mi się oczywiście będzie chciało ;)) zdjęcia z wesela Braciszka :D Jak tylko je przywiezie...
Więc do zobaczenia :)
Komentuj (4) | data: 24.11.2010 :: 22:21 | autor: agaszkolandia
Olga i Piotr Marek
Trochę to wszystko nie po kolei, bo mam jeszcze zaległe zdjęcia z wesela Agi i Daniela i z naszych smoków, ale ciągle czekam jeszcze na ich uzupełnienie, co by dodać najfajniejsze :)
Ale za to mam piękne zdjęcia naszej Oli i jej męża Piotrusia z wczorajszej uroczystości ich zaślubin w rzeszowskim ratuszu, gdzie wybrałyśmy się razem z Piekarzem, żeby pożyczyć młodym dużo szczęścia i przekazać naszą ogromną pakę :P
Państwo Młodzi Ola i Piotr
Zaobrączkowani :)
I po frytkach ;)
Wszyscy goście
Piekarz, Szymczyk i Państwo Marek :P
Komentuj (1) | data: 27.06.2010 :: 13:36 | autor: agaszkolandia
Urodzinowa Krempna
Korzystając z pogody w moje urodzinki postanowiliśmy wybrać się do Krempnej. Troszkę się poopalać i trochę pomoczyć w wodzie :) Jechaliśmy dosyć długo, ale to przez te powodzie, bo się poobsuwały drogi... Po drodze nad wodę zatrzymaliśmy się w sklepie po lody i arbuza! Potem szliśmy, szliśmy i szliśmy po kamyczkach i w wodzie aż znaleźliśmy bardzo fajne miejsce do leżakowania :) Odpoczęliśmy i dosyć opaleni niestety musieliśmy wracać. W domku czekał urodzinowy grill. W drodze powrotnej zaplanowaliśmy zobaczyć "wodospad" w Foluszu... 20 min w mega upale po górkę, żeby zobaczyć... wielki kamień i troszkę wody... :/ Dlatego postanowiliśmy zobaczyć oczko wodne w parku ekologicznym, którego... nie było... ;) Mieliśmy jeszcze odwiedzić Asię w Jaśle, ale ona akurat wybrała się w odwiedziny do rodziny. Ale rymuje :D Jak dojechaliśmy do Rzeszowa stwierdziłam, że wszystko mnie boli od pokonywania prądu w rzece :P Ale było bardzo, bardzo przyjemnie :) A grill w domu pyszniutki :D
Parę fotek:
Nad zalewem z głupimi minami ;)
I nad rzeczką :)
A to jest właśnie ten słynny w Foluszu "wodospad"...
Lubię takie wycieczki :) Bardzo! :)
Komentuj (3) | data: 27.06.2010 :: 13:26 | autor: agaszkolandia
Majówka w Pieninach
Majówka niestety już za nami... a szkoda, bo było bardzo dobrze i nie obraziłabym się jakby potrwała tak z 3 dni dłużej (tylko pogoda mogłaby być ciut lepsza) ;) W tym roku postanowiliśmy zmienić Bieszczady na Pieniny :) Chcieliśmy zobaczyć coś nowego i zobaczyliśmy, bo Pieniny to całkiem inne góry, inni ludzie. Góry są dużo niższe, takie bardziej lajtowe, choć nie powiem, że się nie zmęczyłam wchodząc na Trzy Korony ;) Ale najbardziej zadziwili nas tamtejsi "turyści chodzący po górach". Tam parasol i woda w reklamówce na szlaku to normalka. A do Wąwozu Homole to ludzie idą chyba na spacer po mszy, bo jak inaczej wytłumaczyć u kobiet balerinki i bluzkę z kołnierzykiem, a u mężczyzn lakierki i sweterek w serek? Tam naprawdę ciężko spotkać takich ludzi jak w Bieszczadach ;)
Ponieważ naszego GPS-a oddaliśmy niestety na gwarancję, tym razem naszym GPS-em byłam ja :P I zgubiliśmy się tylko raz szukając Zamku w Niedzicy! Ha! Jestem najlepszym GPS-em ;) Kwaterę mieliśmy w Sromowcach Niżnych czyli prawie na końcu świata! Po drugiej stronie Dunajca była już Słowacja, na telefonach ciągle TMobile SK bądź Orange SK. Ale miejscówka była w porządku, a Ford miał nawet swój garaż :D
W pierwszy dzień postanowiliśmy pozwiedzać wszelkie atrakcje nie górskie. I tak też widzieliśmy Zamek w Niedzicy,
który wart jest zwiedzenia, bo jest naprawdę duży,a widoki przy ładnej pogodzie jaka nam się udała w sobotę są prześliczne
Następny był Zamek w Czorsztynie. Trochę mniejszy, ale widoki pozostają :)
W ten dzień postanowiliśmy także odwiedzić Słowację i zakosztować Złotego Bażanta i moich ulubionych bananowych batoników :D Po drodze do Sromowców i przejścia granicznego w postaci takiej ładnej kładeczki podziwiać można takie góry
i oczywiście przyglądać się tratwom z flisakami płynącymi po Dunajcu (my z tej przyjemności nie skorzystaliśmy, gdyż według nas jest troszkę za droga... Za 18km, czyli 2h15min siedzenia na tratwie liczą sobie 40zł! + 4 zł za wstęp do Pienińskiego Parku Wodnego i 6zł za busa, który odwozi do punktu startu...)
Oczywiście w bagażniku spakowane mieliśmy roleczki i aż żal by było nie pojeździć w tak piękną pogodę, prawda? :) Pojeździliśmy trochę po słowackiej stronie, w przerwie przyglądając się jak flisacy rozładowują samochód w tratwami! Idzie im to niewiarygodnie szybko i sprawnie! Jak dla mnie wygląda to trochę niebezpiecznie jak ta tych swoich kijaszkach spuszczają w dół elementy tratwy, ale oni chyba już bardzo dobrze obadali ten system :)
Inną naszą ulubioną atrakcją do obserwowania byli jak ja ich nazywam "rybacy" ;) którzy stoją sobie po pas w wodzie i przez cały dzień łowią rybki, które w większości wypuszczają ;)
Dzień drugi- niestety trochę deszczowy... W ten dzień postanowiliśmy wyjść na Trzy Korony, zahaczyć o Górę Zamkową i zejść w Krościenku nad Dunacjem. Trochę wystraszyliśmy się deszczu i postanowiliśmy poczekać. Ale, że deszczu się nie boimy to w końcu poszliśmy. Zlało nas niesamowicie! Było bardzo, bardzo mokro, pełno błota i w momentach gdy się odpoczywało bardzo zimno... Ale się udało! Wykupując bilet (przy szczycie stoi budka, w której kupuje się bilet na taras widokowy!) udaliśmy się na taras widokowy, na którym widoki nas powaliły z nóg! Było tak, a my wyglądaliśmy tak
Mgła zasłaniała dosłownie wszystko!
Dzień wcześniej i dzień później Trzy Korony było widać pięknie, ale nic straconego - jeszcze kiedyś tak wrócimy :D Gorzej było jak doszliśmy do Krościenka... Zjedliśmy, pooglądaliśmy festyn i chcieliśmy wrócić do siebie, tylko... Drogi był dwie - albo szlakiem przez Trzy Korony 3h, albo z buta asfaltem jakieś 15km, bo busów o tej porze już nie było... Ponieważ sił na przejście szlakiem już nie było, poszliśmy asfaltem licząc na złapanie stopa... Na szczęście udało się stopa złapać 2 razy i koniec końców zostało nam do przejścia jakieś 5km. Dzięki Bogu, bo późno było, a latarki żadnej nie mieliśmy. Jak już doszliśmy do miejsca zakwaterowania nie mieliśmy sił, żeby pójść 500m do sklepu :P Więc wzięliśmy forda :P
Kończąc przydługą opowieść, dnia trzeciego udaliśmy się do Wąwozu Homole, który według mnie jest bardzo ładny i czego mój aparat niestety nie potrafi już oddać...
Doszliśmy tylko do takiej ślicznej polany (więcej sił i czasu nie mieliśmy), gdzie mogłabym przesiedzieć cały dzień. I moje ulubione zdjęcie
Na koniec pojechaliśmy do Szczawnicy, gdzie wjechaliśmy kolejką na Palenice
I zjechaliśmy na takim bardzo fajnym torze saneczkowym :)Zjedliśmy też pizze zrobioną na cieście z mąki kukurydzianej. Smak ciekawy, ale chyba wolę normalną ;) Chcieliśmy jeszcze pojeździć na rolkach. Dychciarz zachwalał świetną ścieżkę rowerową... Dla rowerów to ona owszem i się nadaje, ale na rolkach po kostce brukowej nie pojeździ. I wtedy już udaliśmy się w drogę powrotną do domu.
Kolejna niesamowita przygoda za nami :)
P.S.Ale się rozpisałam ;) czy ktoś w ogóle to przeczyta? :P
Komentuj (6) | data: 04.05.2010 :: 13:00 | autor: agaszkolandia
W odwiedzinach u Brata :)
Ale mnie tu dawno nie było! Ale nowe zdjęcia są, więc powracam :)
Rodzice chcieli zabrać Tośka z Katowic. A że nie chcieli jechać pociągiem, a ja bardzo lubię odwiedzać brata i przyszłą bratową to razem z Kaczuszką zabraliśmy rodziców do forda i pojechaliśmy wszyscy odwiedzić część rodzinki na Wyzwolenia w Siemianowicach :D
Ponieważ i Tomek i Dorota w sobotę pracowali do mieszkania wparowaliśmy sami. Bejli bardzo się ucieszył :D I wbrew przekonaniom Taty, że to do niego pierwszego przyjdzie, Rudik pierwsze przyleciał do mnie. Hehe ;) Jak to zawsze w Katowicach na początek małe zakupy i standardowe zamoty na mieście z odnalezieniem właściwej drogi i miejsca do zaparkowania. Chyba nie lubię takich dużych miast... A do tego takich brzydkich... :/
Po zakupach obiadek i najlepsza część dnia czyli rolkowo - spacerowa wyprawa do parku Chorzowskiego :D Byli wszyscy łącznie z Bejlejem, który jest naprawdę bardzo pociesznym psiakiem.
Bejli na spacerze :)
Tutaj próbowaliśmy podnieś Bejleja na patyku, ale nie dał rady :P
Nowe obadane triki :D Po wczorajszym wypadzie umiem tak jechać na dwóch przednim kółeczkach :D
Zdjęcie zbiorowe bez Taty fotografa i ukrytym Bejlejem ;)
Przerwa na lody, gofry i co dla poniektórych... plastikową butelkę :D
Najlepsi na świecie :* (proszę zwrócić uwagę jak ładnie dobrani są kolorem stroju ;))
Pies pociągowy i jego Pan :)
I koniec spaceru. Nogi bolą i jak zawsze kostki obdarte...
Niedziela do poranna pobudka i wyprawa na tzw. "Katowicką Dołową" po garniaka dla Brata, którego zmusiła do tego moja Mama, bo Dorota nie miała już siły ;) Garniak został zakupiony z tym, że mój braciszek musi oczywiście zwężyć sobie spodnie, bo to przecież takie "żagle" są :P Tata w domku przygotował obiad, bo zaraz po nim z Kaczuszką wybraliśmy się na podbój całej Europy! :D
Naszą podróż zaczęliśmy od Białego Domu w USA. Tam też widzieliśmy Statuę Wolności.
Potem przyszedł czas na Egipt i Świątynie Ramzesa oraz oczywiście Sfinksa :)
Po drodze na Wyspę Wielkanocną
zwiedziliśmy operę z Sydney
Oczywiście nie mogło nas zabraknąć z Londynie!
Przed powrotem do Polski wstąpiliśmy do Watykanu. No i oczywiście nie mogliśmy ominąć Paryża :)
Widzieliśmy także stację w Cieszynie Czeskim i przyglądaliśmy się jeżdżącym pociągom. Chcieliśmy podeprzeć Wieżę w Pizie, ale się nam nie udało. Odwiedziliśmy też Grecję a i Mur Chiński i Tadż Mahal też ;)
W Polsce zwiedziliśmy większe z miast, ale i te mniejsze też. Kaczuszka zdobył Giewont
a ja taki jeden zamek, poznajecie? :)
A teraz troszeczkę wyjaśnień ;) Jadąc z Katowic postanowiliśmy wstąpić do Parku Miniatur w Inwałdzie, gdzie są właśnie takie piękne Miniatury wielu zabytków ze świata i Polski też, bo jest część Parku, w której jest Mini Polska :D Muszę przyznać, ze przysłowie "cudze chwalicie, a swego nie znacie" jest trochę prawdziwe... Bo jak potrafiłam powiedzieć co to jest patrząc na zabytki Europejskie to niektórych polskich nie poznawałam... W części Europejskiej znajduje się nasz Zamek Królewski w Warszawie :D Wszystkie budowle są zbudowane tak bardzo dokładnie, ze wszystkimi szczegółami w skali tak od 1:15 do 1:25. Naprawdę warto to zobaczyć i zwiedzić kawałek Europy :D Tym bardziej, że do biletu są dwa darmowe wstępy na karuzele ;P Co prawda takie bez rewelacji, ale jeżdżąc na autkach niesamowicie się ośmialiśmy :D
A na statku też nie było najgorzej :) Park polecam i do zobaczenia za tydzień po powrocie z Pienin :D
Komentuj (5) | data: 27.04.2010 :: 13:14 | autor: agaszkolandia
...
Z tęsknoty za morzem, ciepłem i słońcem... Ja chcę nad morze!
Komentuj (1) | data: 21.02.2010 :: 00:21 | autor: agaszkolandia
Agaszek narciarz!
To była dobra przygoda! :) Pierwszy raz w życiu byłam na nartach! I powiem szczerze, że bardzo, bardzo mi się spodobało! A brat był w szoku jak zobaczył mnie jak pierwszy raz stanęłam na nartach i zjeżdżając drugi raz ze stoku ani raz się nie wywróciłam i normalnie zawracałam! Ma się ten talent :P Swoją drogą bardzo Ci dziękuję braciszku za umożliwienie tego wszystkiego :)
I tak też w 4 (ja, siostra, szwagier i brat) wybraliśmy się do Gogołowa na narty:
Z siostrą przygotowując się
Taki mały Agaszek narciarz ;)
Moje i brata
Zaznaczę tylko, że zdjęcia robił brat swoimi śmiesznymi aparacikami lomo ;)
Iż, gdyż bardzo się wszystkim spodobało rodzinne jeżdżenie na nartach, postanowiliśmy wykorzystać pobyt Tomka i Doroty w Rzeszowie i wybraliśmy się na narty jeszcze raz. Tym razem w 5 zabierając Dorotę i Kaczuszkę (którego był to debiut na nartach) i niestety zostawiając szwagra w Rzeszowie na uczelni. Tak wylądowaliśmy w Puławach :)
Na wyciągu z Kaczuszką standardowo wywalającą swój jęzor ;)
Ulubione, zrobione przypadkowo - Guciosława :)
Z Kaczuszką na szczycie stoku. Swoją drogą były tam piękne widoki, szczególnie jak świeciło słonko :)
:P
I trzy kobitki :)
To by było na tyle. Nie wiem czy jeszcze w tym sezonie pojeździmy... Ale i tak było warto! :)
Komentuj (2) | data: 19.02.2010 :: 12:16 | autor: agaszkolandia
pwd. Agnieszka Szymczyk, czyli Wigilijka 2009/2010 :D
Jak to Szyszka mówi jedna z najfajniejszych, najcieplejszych i najbardziej rodzinnych imprez setkowych w ciągu całego roku! :) W tym roku w Połomii w bardzo, ale to bardzo dużym składzie setkowym i gościnnym :) Oby w przyszłym roku było nas więcej i było jeszcze lepiej! A teraz mała fotorelacja :)
Któryś z naszych fantastycznych posiłków :)
"Setkowe Aparatki" :P
Jak dziecko :P Czyli zjazdy na pokrywce od farby i lepienie bałwana :D
Najlepsza Kadra Starsza :D
W nocy był u nas Św. Mikołaj! Zdjęcie zostało skomentowane "szmateks" - trochę tak wygląda, prawda?
Impuls. Nowa ulubiona gra :)
I można by rzec: "nareszcie" Agaszka i Szyszka zdobywają pierwszy stopień instruktorski! pwd. Agnieszka Szymczyk i pwd. Anna Długosz! Czy widzicie ten strach w oczach Szyszki? ;) Parę ulubionych zdjęć ze zobowiązania.
I to najulubieńsze - rodzinne :)
Ale Was zaskoczyłam, prawda? Dwa wpisy w jeden dzień :P
Komentuj (3) | data: 30.01.2010 :: 23:04 | autor: agaszkolandia
Roczek :)
Z okazji tego, że dokładnie o północy z 31.12.2009 na 01.01.2010 minął rok odkąd my z Kaczuszką... razem... ;) wybraliśmy się zaraz po imprezie w Dynowie do Krynicy Zdroju troszkę poświętować :) Udało się dzięki mojej niezastąpionej Mamie, która w ostatniej chwili znalazła nam miejscówkę. Na dodatek w samym centrum. Świętowanie minęło na spacerach, ciepłych napojach w miłych kawiarenkach, piciu leczniczej wody (ktoś może chce spróbować? mam jeszcze w domu :P) i łyżwach! Na które ostatnio mamy mega zajawkę, a w Krynicy mają świetne lodowisko :) No i zapomniałabym! W Zakopanym mi się nie udało, ale teraz nadrobiłam. Oscypek na gorąco z żurawiną! Pycha! No a zdjęcia... Cóż... Każdemu może się zdarzyć, prawda? Nie naładować baterii?... I nie wziąć ładowarki? ;) Dlatego też zdjęcie jest jedno, zrobione komórką ;)
A oto i ono:
Kaczuszko! Jeszcze wielu takich lat :*
Komentuj (3) | data: 30.01.2010 :: 22:38 | autor: agaszkolandia